„Wyjazd śródroczny do Włoch, czyli tam i z powrotem”

„Wyjazd śródroczny do Włoch, czyli tam i z powrotem”

Nasz przygoda z krajem makaronów, lodów i pięknych plaż, rozpoczęła się 18 maja 2018r. o godzinie dwudziestej. Rodzice odwieźli nas na miejsce zbiórki. Podekscytowani czekaliśmy na przyjazd autokaru i przyjaciół ze szkoły w Gródku. Podróż trwała 17 godzin, głównie spaliśmy, żartowaliśmy, a nasza pilotka zapewniła nam rozrywkę przez oglądanie „Zwierzogrodu” i „Był sobie pies”, wszystkim bardzo podobały się filmy. Pani pilotka opowiedziała nam również co nieco o Włoszech, zapoznała nas z tradycjami i zwyczajami panującymi w kraju.

Około godziny trzynastej dotarliśmy do Cessenatico, małej, malowniczej, wypoczynkowej miejscowości. W dniu naszego przyjazdu akurat trwały tam targi rowerowe. Zameldowaliśmy się w hotelu Villa Maria, który stał się naszym domem na kolejne 7 dni. Nasza grupa miała do dyspozycji całe 3 piętro, pokoje były czyste i przytulne, dobrze wyposażone. Hotel znajdował się w pobliżu plaży i morza, z okien mieliśmy cudowny widok na Cessenatico Wheel, czyli ogromne koło młyńskie, na które zresztą udaliśmy się w poniedziałek wieczorem. Pierwszy dzień minął nam na zakwaterowaniu i odpoczynku. Do późnego wieczora leżeliśmy na plaży, jedni zażywali kąpieli słonecznej, inni grali w siatkówkę, a jeszcze inni kąpali się w ciepłym Adriatyku.

W niedzielę dwudziestego maja, dzień rozpoczęliśmy od zjedzenia śniadania w naszym hotelu, następnym celem była msza święta w pobliskim kościele. Okazała się ona niemałą atrakcją ze względu na to, że była odprawiania w języku włoskim. Po doznaniach duchowych wybraliśmy się na spacer, żeby poznać naszą miejscowość. Reszta dnia minęła nam na tzw. „plażingu” i grze w siatkówkę.

Poniedziałek był kolejnym dniem plażowania, od razu po śniadaniu ruszyliśmy na wspaniałą plażę w pobliżu hotelu, spędziliśmy tam czas aż do obiadu. Po obiedzie zrobiliśmy mały spacer do zabytkowego portu,  a potem aż do samego wieczora leżeliśmy na piaszczystej plaży.

Wtorkowi towarzyszyło hasło: WENECJA. O świcie wyruszyliśmy do miasta na wodzie, najpierw jechaliśmy wygodnym autokarem, a potem przesiedliśmy się na statek, ale to była frajda! Cały dzień spędziliśmy w towarzystwie pana Mareczka, ukochanego przewodnika, który przekazywał nam prawdy o życiu i otaczającym nas świecie. Niestety pogoda tego dnia nie sprzyjała zwiedzaniu, lało i wiało, ale co to dla nas, młodych podróżników. Dzielnie zwiedzaliśmy malowniczą Wenecję, nie poddając się deszczowi nawet na chwilę! Po intensywnym dniu wróciliśmy do naszego hotelu.

Środa czyli dzień pod psem, od rana lało i było zimno. Do 12 czas spędziliśmy w pokojach, po obiedzie, kiedy zaszła nagła zmiana pogody, udaliśmy się do portu. Plany były ambitne, chcieliśmy zobaczyć muzeum morskie, niestety było zamknięte, więc naszym planem B stała się plaża! Graliśmy tam w gry, budowaliśmy zamki z piasku i graliśmy w siatkówkę. Około godziny 18 wróciliśmy do hotelu. Po kolacji padliśmy do łóżek, bo rano czekała nas pobudka.

4:30 rano, wyjeżdżamy do Rzymu! 5 godzin podróży, to wyzwanie, ale nie dla nas! Dzielnie przespaliśmy cały ten czas, potem przesiedliśmy się do pociągu, a następnie do metra. Dojechaliśmy do centrum Rzymu. Pogoda była cudowna, słońce świeciło, co dodawało uroku wiecznemu miastu. Przed nami Panteon, Forum Romanum, Koloseum i Schody Hiszpańskie, oczywiście zrobiliśmy mnóstwo zdjęć i zwiedzaliśmy,  z zapartym tchem podziwiając budowle. Około godziny 14 wsiedliśmy do metra, które zawiozło nas do Watykanu. Tam zwiedziliśmy Plac Św. Piotra i weszliśmy do Bazyliki. Jej architektura była zachwycająca, odwiedziliśmy również grób patrona naszej szkoły, Jana Pawła II.

Piątek, rano wstajemy, śniadanie, a potem pędzimy na ostatni pełny dzień plażowania. Ach jak szybko ten czas leci. Około 14 wróciliśmy na obiad do hotelu, o godzinie 15 wracamy na plażę, gdzie rozegrał się turniej siatkówki plażowej.  Jedliśmy lody i pyszną włoską pizzę. Po kolacji  rozpoczęliśmy przygotowania do naszej nocnej wyprawy, oczywiście w towarzystwie pana Mareczka, do San Marino. Widok na to miasto nocą był nieziemski, spacerowaliśmy wąskimi uliczkami, podziwialiśmy również trzy urokliwe wieże, które stanowią główną atrakcję tego kraju. W naszym azylu byliśmy około północy.

W sobotę od samego rana przygotowywaliśmy się do powrotu do Polski, udaliśmy się na pożegnalny spacer po miasteczku, gdzie zwiedziliśmy muzeum morskie.

O godzinie 15:40 wsiedliśmy do autobusu, który zawiózł nas do Polski. Podróż i tym razem trwała około 17 godzin, przejeżdżaliśmy przez Austrię i Czechy. Do Podola wróciliśmy około godziny dziewiątej.

Wyjazd był świetną okazją do poznania innej kultury i poszerzenia horyzontów. Podróże kształcą i uczą. Pamiętajcie: „Nigdy nie jest za późno, żeby zmienić bieg zdarzeń, wsiąść do pociągu i odjechać w stronę marzeń”.